w wywiady

O językowych kąskach na talerzu i na blogu.

Dziś zagłębiamy się w nasz rodzimy język i prześwietlamy wzdłuż i wszerz mistrzów języka polskiego, doktorów nauk humanistycznych, a także założycieli portalu Dobryslownik.pl, czyli dr. Sebastiana Żurowskiego, dr. Artura Czesaka oraz dr. Łukasza Szałkiewicza. Z nutką niepewności, ale dość odważnie, postanowiłam skonstruować kilka niebanalnych pytań dotyczących całego przedsięwzięcia. Zobaczcie efekt:

 DobrySłownik.pl — słownik języka polskiego i poradnia językowa.png

Panie Łukaszu, na samym początku poproszę o wyjaśnienie sensu Waszego portalu, a dokładniej informacji, którą znajdujemy na Waszej stronie: „Dobry słownik — połączenie słownika języka polskiego (w tym poprawnej polszczyzny) z poradnią językową”. Do kogo, w głównej mierze, kierujecie ofertę Waszego słownika?

Kierujemy ją do osób zawodowo związanych ze słowem, czyli tworzących i redagujących różnego rodzaju teksty (dziennikarze, blogerzy, tłumacze, copywriterzy, korektorzy itp.). Chodzi o to, żeby miały one jedno miejsce, w którym będą mogły rozwiewać swoje wątpliwości językowe. Bez względu na to, czego one dotyczą. Czy to synonimów do słowa analiza, czy stawiania przecinka w nic tylko, czy pisowni słowa niejedyny (nie jedyny?), czy odmiany obcego nazwiska, czy zapisu daty itd. A jeśli czegoś nie znajdą, żeby mogły poprosić o opracowanie tego.

Wyczytałam, że cała historia z Dobrym słownikiem zaczęła się od Pana gry w scrabble. Czy może Pan rozwinąć ten wątek? A także opowiedzieć trochę więcej o swoim dwukrotnym okrążeniu Ziemi, które, jak udało mi się dociec, było jego fundamentem!

Wypracowania z polskiego pisałem na szóstkę, ale na studia poszedłem ekonomiczne. Nie miałem wtedy pojęcia, że hobbystyczne zaangażowanie przy tworzeniu słownika do gier słownych w Internecie (sjp.pl) przerodzi się w tak wielką pasję, że zawezmę się i nie tylko zrobię doktorat z polonistyki, ale także stworzę portal słownikowy, który — patrząc na chłodno — w ogóle nie miał prawa powstać.

Dwukrotne okrążenie Ziemi wiąże się z doktoratem. Gdy byłem na studiach doktoranckich na UW, to cały czas mieszkałem we Wrocławiu. Miałem pecha, że akurat w tych latach podróż pociągiem na linii Wrocław — Warszawa wciąż się wydłużała. Bywało, że najszybszy ekspres jechał 6 godzin. Gdy miałem w jednym semestrze obowiązkowe zajęcia ze studentami (gramatyka opisowa języka polskiego), to wsiadałem w pociąg około północy we Wrocławiu, w McDonaldzie na dworcu w Warszawie przeglądałem z samego rana konspekt zajęć, na uczelni byłem do około 15:00 i potem z powrotem do Wrocławia. Wszystko zimą. Śmiałem się, że PKP powinno przyznać mi rentę. Mój promotor, prof. Bańko, wyliczył potem i wspomniał w trakcie obrony liczbę kilometrów przeze mnie w ciągu czterech lat studiów przebytą. Wyszło właśnie jakoś mniej więcej dwa razy długość równika.

A jak to się ma do Dobrego słownika? Bez doktoratu nie miałbym nawet co marzyć o jego powstaniu.

Nie miałem wtedy pojęcia, że (...) stworzę portal słownikowy, który — patrząc na chłodno — w ogóle nie miał prawa powstać.

Powiem, że było to odważne posunięcie! Co wyróżnia Dobry słownik od pozostałych, internetowych słowników języka polskiego? Czy myśleliście o wydaniu wersji papierowej?

W Internecie prawie nie ma słowników internetowych. Są słowniki wydane uprzednio drukiem i przeniesione do Internetu. To powoduje, że mają wiele wad (zawierają na przykład niezrozumiałe odniesienia do tabelek gramatycznych, niezrozumiałe skróty, nie mają przemyślanego systemu linkowania). Dobry słownik tworzyliśmy całkiem od nowa i od razu z myślą o wydaniu elektronicznym. Trudno mi sobie wyobrazić, jak miałby wyglądać w wersji drukowanej…

Więc co wyróżnia Dobry słownik? Łączy różne potrzebne informacje, ma i definicje, i synonimy, i przykłady użycia (wyłącznie autentyczne, to już samo w sobie jest wyróżnikiem), i informacje poprawnościowe. Oczywiście, wiele z tego jeszcze brakuje, ale dlatego abonenci mogą brakujące im rzeczy zgłaszać. Nie ma sensu opracowywać wszystkiego, co się da, bo zajęłoby to lata, a może wcale by nie było potrzebne? Wie Pani, jak trudno napisać dobrą definicję słów: masło, przechodzić, stół, miły? A czy one są komuś do czegoś potrzebne?

Serwis łączy słownik z poradnią językową. Abonenci mogą zadać pytanie, kiedy chcą, i mają gwarancję odpowiedzi w ciągu 48 godzin. Odpowiedzi na pytania wkomponowujemy w treść słownika, dzięki czemu wszystko jest ze sobą spójne i aktualne. Wyróżnia też nas to, że nie przepisujemy z wcześniejszych słowników, co jest zmorą polskiej leksykografii. Pisaliśmy o tym na blogu w 7 faktów o słownikach, o których nie powie Ci wydawca i Pułapka Google. Czy wiesz, ile błędnych informacji językowych krąży w Internecie?. Ja to w ogóle mam hopla na punkcie standardów zachowywanych w Dobrym słowniku i bardzo ich pilnuję.

DobrySłownik.pl   About — DobrySłownik.pl — słownik języka polskiego i poradnia językowa.png
dobryslownik.pl

W kilku miejscach doczytałam się nietypowego określenia Waszych użytkowników. Mianowicie, nazywacie ich „królewską mością”. Ironia? Powaga? Szacunek? Co to ma wszystko znaczyć?

Uważamy się za sługi abonentów i w ogóle użytkowników słownika, więc to całkiem na serio.

Miło! Przejdźmy teraz do samego bloga Szałowy Żurek u Artura. Językowe kąski na talerzu. Skąd pomysł na tak szaloną, choć zdecydowanie przykuwającą uwagę, nazwę? 

Chcieliśmy się w trójkę zmieścić w nazwie. Początkowo, zanim dołączył do nas Artur, planowałem pisać blog z Sebastianem, wtedy nazywać się miał „Szałowy żurek. Podajemy informacje językowe”. Jaka nuuuda, prawda? Dobrze, że poszliśmy w te kulinaria.

Jedzenie zawsze kusi! Skąd w ogóle pomysł na bloga?

Proszę pomyśleć, że chce Pani całościowo informować o języku. Wyrazy bliskoznaczne do banjo zamieści Pani w haśle, kwestię ewentualnej odmiany wyrazu jo-jo opisze też w haśle. Informacje dotyczące odmiany nazwisk obcych opracuje Pani w oddzielnych regułach i podlinkuje do nich w odpowiednich hasłach. Ale jak chce Pani podzielić się tym, co w gimnazjum piszczy, jakie nowa ustawa pozwala nadawać w Polsce imiona albo o co chodziło Rejowi w słynnym Polacy nie gęsi…, to dobrze mieć blog. A skoro słownik żyje, to dobrze informować też co nowego w menu.

Poza tym, nie ukrywajmy, blogi pisze się też po to, żeby czytelnicy mieli okazję ocenić, czy mogą uważać ich autorów za ekspertów. Skoro określa nas Pani na początku wywiadu „mistrzami języka polskiego”, to chyba się to udaje.

SZAŁOWY ŻUREK U ARTURA   JĘZYKOWE KĄSKI NA TALERZU.png
Blog portalu dobryslownik.pl

Zdecydowanie! Przyglądając się wpisom blogowym, zauważyłam, że to Pan dowodzi w tej części całego przedsięwzięcia. Czy mam rację?

Dowodzę w ogóle wszystkim, ale bez wspaniałego zespołu to by nic nie znaczyło. Wpisy na blogu też są konsultowane między nami wszystkimi. Najwięcej trafnych uwaga ma zawsze… informatyk, Tomek Suchanek.

Skąd czerpiecie inspiracje i wiedzę, by pisać na portalu i blogu?

Właściwie zewsząd, skąd tylko się da. Podam parę przykładów. Opracowuję informację, czy legginsy piszemy przez dwa g, czy już może przez jedno. Patrzę też, jak to wygląda w tekstach zamieszczonych w Internecie. Google wypluwa mi jako pierwszy wynik stronę „Dupeczki w legginsach” i w tym momencie do pokoju wchodzi żona… Tak powstaje wpis Praca przy słowniku grozi… Wpis Słoneczko wstałoś? Nie, zaspałom. O tajemniczym rodzaju nijakim czasowników powstał dlatego, że w słowniku dla scrabblistów znajdują się takie dziwne formy jak wstałoś, zaspałom. Idziemy głosować. O nazwach partii to oczywiście wpływ wyborów do parlamentu. A do wpisu Czy skretynieliśmy?zainspirowała mnie zwykła instrukcja lodówki.

A jeśli chodzi o wiedzę, jesteśmy merytorycznie, naukowo dobrze przygotowani do tego, co robimy. Zwłaszcza koledzy Artur i Sebastian są takimi diamentami, które w tym przedsięwzięciu — mam nadzieję — zaczynają świecić pełnym blaskiem.

A jeśli chodzi o wiedzę, jesteśmy merytorycznie, naukowo dobrze przygotowani do tego, co robimy.

Dlaczego postawiliście na kategorie w stylu kulinarnym? Czyżby chodziło o zabawę językiem?

Staramy się nie być nudni i nieco żartu oraz zabawy językiem do Dobrego słownika i bloga wnieść. Osobom, które oczekują językowego patosu, to się może nie podobać. Ale młodszym użytkownikom i tak możemy wydawać się nieciekawi, przecież tworzymy takie długie wpisy.

Jak to mi kiedyś napisała znajoma: „(…) mimo niewątpliwej wartości niemal artystycznej długich postów z interesującymi dygresjami, trzeba zwrócić uwagę na to, że ludzie teraz robią sto rzeczy naraz, mają po sto zakładek i przeważnie długich postów po prostu do końca nie czytają (nawet bardzo ciekawych). Im zwięźlej, tym chyba większa szansa trafić do dzisiejszych, ciągle znudzonych internetowych surferów pokolenia Y (a tym bardziej X)”. Nie jest łatwo, oj nie jest.

Najbardziej zauroczyły mnie kategorie: „rozmowy z jajem” oraz „smaczki językowe”. Czego czytelnicy mogą się spodziewać, otwierając ich treści?

W „rozmowach z jajem” bierzemy się z Sebastianem za najbardziej skomplikowane tematy i staramy się je w lekki sposób nieco przybliżyć odbiorcy. Poza tym dobrze czasem opublikować jakiś dialog.

A „smaczki językowe” to taki kogel-mogel tego wszystkiego, co w języku smakowite i o czym warto ciekawie napisać. Więc będzie tam i o zjawiskach gwarowych, i o tym, od jakiej litery pisać Internet.

A które wpisy cieszą się szczególną uwagą Waszych czytelników?

Numerem jeden jest od dłuższego czasu wspomniany już wpis Polacy nie gęsi… O co naprawdę chodzi w tym słynnym zdaniu. Dużo osób trafia do nas z Google do Jakie jest najdłuższe słowo w języku polskim? I dlaczego to nie konstantyno…, ten wpis stał się numerem dwa. Mnie jednak najbardziej cieszy, gdy w miarę popularne stają się wpisy, w których staramy się pokazać wartość pracy czysto słownikowej i standardy Dobrego słownika, jak choćby Po co tabelki odmiany rzeczowników w słowniku

Polacy nie gęsi… O co naprawdę chodzi w tym słynnym zdaniu   SZAŁOWY ŻUREK U ARTURA.png
źródło: blog.dobryslownik.pl/polacy-nie-gesi-o-co-naprawde-chodzi-w-tym-slynnym-zdaniu

[od red. Wpis "Polacy nie gęsi... O co naprawdę chodzi w tym słynnym zdaniu," zajął pierwsze miejsce w konkursie na Wpis Roku 2015

Wiele wpisów zawiera żywe dialogi i to głównie z Waszym udziałem. Co więcej, posługujecie się swoimi pseudonimami, ale jest to oczywistą oczywistością, kto jest kim. Wyczuwam tutaj duży dystans do samych siebie…

Z tym nigdy nie miałem problemu. Zdradzę Pani, że dwa i pół roku temu zapisałem w pożądanym profilu poszukiwanego redaktora punkt „ma otwarty umysł, poczucie humoru i wyczucie językowe”.

No właśnie - pseudonimy! „Szałek” i „greenpoint”. Prosimy o rozwinięcie!

Szałek i Żurek to proste — od nazwisk. Artur jest Arturem bezpseudonimowym. A moje greenpoint to dawny nick ze scrabbli i z sjp.pl. Wziął się z piosenki Kazika Staszewskiego, dawne to czasy.

Skąd pomysł na podsumowania miesiąca i spakowanie „setki” nowych definicji i wyrazów do jednego wpisu? Kto to ma wszystko zrozumieć?

Gdy patrzę na pierwszy wpis podsumowujący, to najchętniej bym go usunął. Ale już drugi (podsumowanie grudnia 2014) jest całkiem-całkiem. Nie oszukujmy się, tego rodzaju wpisy nie są tak chętnie czytane, więc wciąż szukamy dla nich lepszej formuły. Ostatnio pojawiły się więc szalone wierszyki.

No właśnie, w części „językowe zagwozdki” znajdujemy te nietypowe i zwariowane wierszyki. Kto jest ich autorem? Ile czasu potrzeba, by stworzyć takie poetyckie dzieła? Czy uważa Pan, że taka forma może dużo bardziej przykuć uwagę czytelnika?

Zwykle tworzę je ja, nie wiem, czy to powód do dumy. Zbieram te informacje poprawnościowe, które dodaliśmy w ciągu miesiąca i układam wierszyk. Zajmuje to około dwóch godzin.

Listopadzie  nie mż  Podsumowanie listopada 2015   SZAŁOWY ŻUREK U ARTURA.png
źródło: blog.dobryslownik.pl/listopadzie-nie-mz-podsumowanie-listopada-2015/

A jak wygląda cała sprawa z projektami graficznymi? Niektóre motywy dosłownie odzwierciedlają rzeczywistość! 

Nasz blog wizualnie nie powala (wiadomo, w prostocie siła), więc bardzo dbamy o to, żeby główne zdjęcia do każdego wpisu były ciekawe. Jestem wzrokowcem, więc nieraz przypomina mi się, już po stworzeniu wpisu, „zaraz, chyba widziałem zdjęcie, które by pasowało”. Część zdjęć pochodzi z naszych własnych zbiorów, np. gęś z wpisu o Reju pochodzi z… parku w Benalmádenie w Hiszpanii.

Idziemy głosować. O nazwach partii   SZAŁOWY ŻUREK U ARTURA.png
źródło: blog.dobryslownik.pl/idziemy-glosowac-o-nazwach-partii/

Prężnie działacie i w mediach społecznościowych! Jaki macie stosunek do tych wszystkich skrótów myślowych, spolszczeń (“hashtagów”, “followersów” “lajków” itp.) i niegramatycznych postów?

Taki lajk to bardzo miłe słowo, ładnie spolszczone, odmieniane, dobrze brzmiące. Zapomina się czasem, że w mediach społecznościowych piszemy do siebie tak, jakbyśmy rozmawiali. Stąd wiele cech charakterystycznych dla mowy właśnie.

A za niegramatyczne treści się niedługo weźmiemy. Mamy już na to niecny plan. Śledźcie nas na Facebooku.

Czy czytając inne blogi, portale oraz komentarze użytkowników, zwracacie uwagę na styl i formę języka, jakiego autorzy tych treści używają?

To nieuniknione, językoznawca z pracy nigdy nie wychodzi. Ale nigdy nie wyśmiewamy.

Ostatnio mechanik, który wymieniał mi żarówkę w aucie (sam nie umiałem, ale to okazało się faktycznie wredną robotą) rzekł mi: „Łukasz, co się przejmujesz. Jakbyś mi dał dyktando do napisania, to też bym poległ”.

Czy mógłby Pan podsumować i w poetyckim stylu zakończyć nasz wywiad, proszę?

Jeśli ktoś to wszystko zdołał przeczytać, to gratuluję, nadaje się na czytelnika naszego bloga. A jak mamy kończyć poetycko, to mogę sparafrazować fraszkę Andrzeja Waligórskiego:

Chciano raz o Dobrym słowniku zasięgnąć opinii, 
Więc się o tę opinię zwrócono do świni,
A świnia napisała w rubryce „uwagi”:
Z satysfakcją zauważam bardzo duży przyrost żywej wagi.

Pięknie dziękuję!

Poprzedni wpis
Następny wpis

Komentarze

Aby dodać komentarz podaj dodatkowe informacje:

Popularne

Wybierz miesiąc